Lokalne

Podsumowanie wakacji w świnoujskim ZHR

Opublikowano

w dniu

Wakacje to czas w ciągu roku harcerskiego, kiedy zapominamy o codziennych sprawach. Szkoła, uczelnia, praca stają się odległą rzeczywistością. Te dwa letnie miesiące są pełne przygód i niezwykłych zdarzeń – to czas obozowych dni wypełnionych harcerską przygodą.

W tym roku Świnoujski ZHR udał się na wyjątkowo długą akcję letnią. Długą, bo trwającą aż od początku lipca, do 17 sierpnia. Już na początku wakacji pierwsze nasi harcerze ruszyli na kursy instruktorskie w Wielkopolsce.

Na kursie

Do Świnoujścia tradycyjnie zawitały inne drużyny ZHR tj. 3 Podgórska Drużyna Harcerek i 61 Warszawska Drużyna Harcerzy które były tutaj na swoich wędrówkach oprowadzaliśmy ich po mieście w wspólnie harcowaliśmy.

Harcerki z Krakowa

Jako pierwsi wyjechali najstarsi – wędrowniczki i wędrownicy z 13 Świnoujskiej Drużyny Wędrowniczek „Koniczynki” i 13 Świnoujskiej Drużyny Wędrowników „Ptaki” w terminie od 16 lipca do 20 lipca szlakiem R-66. Czekała ich rowerowa wyprawa wokół Zalewu Szczecińskiego, zarówno po polskiej jak i niemieckiej stronie. Przygodę zaczęli trasą od Szczecina, gdzie odwiedzili Park Linowy. W Szczecinie spędzili krótką chwilę, po czym dalej miasto Eggelis w Niemczech, tam nocowaliśmy. Męczącą podróż i ciężkie plecaki wynagrodził nam zachwyt pięknym miejscem. Kolejnym punktem na naszej mapie do którego musieliśmy dotrzeć było miasto Anklam. Po dotarciu na miejsce zwiedzaliśmy trochę miejscowość, w której byliśmy. Architektura miasta, zapierała dech w piersiach. Wszystko było przepiękne, lecz nadszedł czas powrotu do domu. Obóz zakończyliśmy Apelem i wspólnym kręgiem. To była niezapomniana przygoda. Wiele się nauczyliśmy, nabyliśmy nowych umiejętności i przede wszystkim przetestowaliśmy swoją wytrzymałość. By już za rok wyruszyć na kolejny obóz wędrowny poznając historię
lokalnych terenów.

Na trasie obozu wędrownego

19 lipca wyjechały zuchy z 22 Gromady Zuchenek „Dwór Neptuna” i 3 Gromady Zuchów „Odważni Marynarze”. Kierunkiem ich podróży była wioska Bielice w Kotlinie Kłodzkiej. Przez tydzień zuchy, zamieniając się w uczniów Pana Kleksa, bo Akademią Pana Kleksa została ta kolonia nazwana, poznawały tamtejszą okolicę. Jak na członków Akademii przystało, brały udział w najróżniejszych zadaniach. Poznawały i prezentowały swoje sny, robiły zielniki, zdobywały piegi, pisały własne bajki i przygotowywały przedstawienie oraz dbały o tężyznę fizyczną poprzez gry i zabawy na świeżym powietrzu. Nie obyło się bez wycieczek – do lasu, aby znaleźć odpowiedni drzewiec na flagę Akademii, nad strumień w górach, aby zobaczyć jak harcerze budują swój obóz i aby przygotować swój własny posiłek oraz poza Bielice, do Lądka Zdrój.

Ciepłe przyjęcie w Urzedzie Lądka Zdrój

Tam zuchy odwiedziły mały rynek miejski, poznały historię zabytkowego pręgierza oraz najstarszego mostu w mieście. Nie obyło się bez wizyty w ogrodzie botanicznym oraz przy ujęciu wody źródlanej św. Jadwigi.

Zuchy przy ujęciu

Na zakończenie Akademii Pana Kleksa żaden z zuchów nie wyjechał z pustymi rękami. Oprócz wspomnień, każdy z nich zabrał do swojego domu zdobyte sprawności (w ilości hurtowej), chusty zuchowe na mundur oraz jeden z zuchów znaczek zucha. Gratulujemy!Gdy zuchy wyjeżdżały z Bielic, do tej samej wsi przyjechali harcerze z III Szczepu Harcerskiego „Słowianie” ZHR im. Zawiszy Czarnego, aby trzy tygodnie spędzić w lesie przy górskim potoku. Ale o tym w dalszej części artykułu.

Wesoła kolonia zuchowa ZHR

Obóz jest podsumowaniem całorocznej pracy w drużynach harcerskich oraz całego środowiska. Nie tylko sprawdza wiedzę i umiejętności zdobywane przez cały rok, ale również jest doskonałym czasem na ich poszerzanie w praktyce. Budowa pieca z cegieł czy mostu nad górskim potokiem była zadaniem dla harcerzy, którzy pojechali na kwaterkę (grupa osób przyjeżdżająca wcześniej na miejsce obozowe, przygotowująca je na przyjazd wszystkich uczestników, dodatkowo budująca najbardziej czasochłonne elementy bazy obozowej). Wszyscy, harcerki i harcerze, samodzielnie postawili swoje namioty, a następnie bez użycia gwoździ zbudowali prycze na których spali 3 tygodnie. Kadra w tym roku też się popisała budując kurniki- namioty na platformach między drzewami. Oddzielne podobozy – Osada Harcerek i Osada Harcerzy otwierały bramy, przed każdym namiotem stał totem zastępu. Zadaszona stołówka mogła pomieścić 50 osób na jednym posiłku, a w kuchni zastęp służbowy zawsze miał pełne ręce roboty.

Zbudowany most pozostanie już górach dla turystów

Pionierka jest tylko wycinkiem obozu, pomimo, że czasochłonny i męczący, kończy się i odchodzi w niepamięć przy ogromie obozowych przygód. Pierwszy „normalny” obozowy dzień przypadł na 1 sierpnia, była to też pierwsza piesza wędrówka na Rudawiec (około 7 km od obozu, wysokość 1112 m n.p.m.). Zastępy ścigały się na szczyt, gdzie odbyła się gra polegająca na zdobywaniu dzielnic Warszawy. O Godzinie W upamiętniliśmy Powstańców Warszawskich minutą ciszy i uroczystym apelem, by o zmroku zasiąść przy ognisku.Dni mijały szybko harcerzom wcielających się w rycerzy; nie zabrakło licznych turniejów i gier. Każdy z wojowników miał swój miecz i tarczę. Harcerki ze Szczecina poznawały przygody Roberta Baden-Powella (twórcy skautingu) tropiąc zwierzęta, budując łódki i szkicując mapy, a Świnoujścianki codziennie rzucając kością przygody rozwiązywały szyfry i zagadki. Nie zabrakło ognisk oraz nocy spędzonej w lesie w szałasie wraz z zastępem. Tym razem podchody kadry okazały się nieskuteczne, bo każdy zastęp obronił swój proporzec. Tradycją naszego środowiska jest Dzień Słowiański, który spędzamy na Turnieju zdobywając punkty za rzuty żerdzią, szyszką, strzelanie z łuku, puszczanie kaczek. Najwięcej uciechy sprawił, jak zawsze, Turniej Rycerski, w którym rycerze na swoich koniach walczą o względy Damy Serca. Zwieńczeniem konkurencji był konkurs kulinarny. Każda drużyna z podanych produktów gotowała dla siebie obiad na ognisku.

W naszej harcerskiej obozowej przygodzie nie zabrakło chwil poważnych i typowo harcerskich. Aż 5 osób złożyło przyrzeczenie harcerskie, kilka zdobyło nowy stopień, chustę czy lilijkę, byli mianowani nowi funkcyjni. Każdą niedzielę pamiętaliśmy, by poświęcić na mszę św. Raz uczestniczyliśmy w niej w kościele w Bielicach, w kolejnym tygodniu msza św. została odprawiona na naszym obozie.

Z księdzem, rodzicami na obozie

Wiele szczytów zdobyliśmy na wędrówkach trwających 3 dni, gdzie każda drużyna wyruszyła swoim własnym szlakiem. Czarna Góra, Iwinka, Pasiecznik, Chłopek, Czernica to tylko niektóre ze szczytów, które zdobyli nawet ci najmłodsi. Noc w bacówce, w pensjonacie, czy w prywatnym domu była dodatkową przyjemnością. Dziękujemy każdej serdecznej nam osobie napotkanej na szlaku, za „Dzień dobry” i najmniejsze wsparcie. Zwiedzaliśmy piękne miasta: Lądek Zdrój, Kłodzko wraz z całą twierdzą i Pragę, co chwilę uśmiechając się do zdjęć, jakie robili nam obcokrajowcy.

Uroczy Lądek Zdrój

W dzień odwiedzin stęsknieni rodzice mieli też szanse zasmakować obiadu z obozowej kuchni. Wspaniale ogląda się ich dumne twarze, gdy harcerki i harcerze pokazują swoje prycze ze słowami: „Sam to zrobiłem!”Trzy tygodnie szybko minęły, zwieńczeniem ich był wybór nazwy obozu i całonocne ognisko- watra. Nazwą LXVII Obozu Szczepu została „Księgi Bielickie”, a wśród piosenek, pląsów i gier na watrze przewijały się wspomnienia, które zapadną nam głęboko w sercu z tych trzech tygodni w Górach Złotych.

Dziękujemy wszystkim tym, którzy pomogli nam podczas organizacji obozu jak i podczas jego trwania. Do zobaczenia za rok! Czuwaj!

III Szczep Harcerski „Słowianie” ZHR im. Zawiszy Czarnego

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Najczęściej czytane

Exit mobile version