Lokalne
„Śmierdzącej kidziny ruszyć nie można, ale drzewa wycinają na potęgę”
Od kilku miesięcy na plaży na Warszowie zalegają góry wodorostów. Problem zaczyna być dokuczliwy, bo gnijące szczątki zaczynają wydzielać nieprzyjemny zapach. Plażowicze nie chcą wypoczywać w takich warunkach. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska twierdzi, że kidzina jest cenna przyrodniczo i ruszyć jej nie wolno.
– Przed wybudowaniem gazoportu takich problemów nie było. Falochron ogranicza falowanie w tym miejscu, gdyby go nie było przyroda sama by sobie z tym poradziła. Jeden sztorm i nie byłoby sprawy. Człowiek zaingerował w środowisko budując falochron, w związku z tym powinien pomóc środowisku i naprawić to co zepsuł – uważa pan Marcin.
– Za miesiąc rozpoczną się wakacje. Przyjadą turyści, nikt nie będzie chciał wypoczywać między rozkładającymi się mewami i rybami. Dom wariatów, z jednej strony na potęgę wycina się lasy, a z drugiej nie pozwala usunąć gnijących wodorostów. Chyba, że celowo chodzi o to, aby pokazać, że plaża na Warszowie nie jest atrakcyjna – uważa pani Karolina.
Taka sytuacja utrzymuje się od lutego br. Między gnijącymi wodorostami można znaleźć stare butelki, foliowe reklamówki i martwe ptaki.
Ania
28 maja 2017 at 22:04
Mam nadzieję, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska tak samo zaciekle będzie chronić Naturę 2000 przed budową portu kontenerowego jak te wodorosty…
fungia
28 maja 2017 at 17:31
Skoro leży tam kidzina to nie można budować terminala kontenerowego 🙂
Joanna
28 maja 2017 at 20:51
O! No właśnie !!! 🙂
????????????????????????????
28 maja 2017 at 14:30
Za ten syf ktoś w urzędzie powinien wyłapać w cymbał.