Kino w Galerii Corso działało dokładnie tyle, ile przewidywała umowa. Otwarte w 2015 roku – najpierw jako Cinema3D, później pod szyldem Multikina – ma zniknąć z mapy Świnoujścia w maju. Decyzja zdaje się być czysto rynkowa.
Operator korzysta z prawa do rezygnacji z najmu po upływie okresu umownego. Podobnie jak w Sopocie czy Białej Podlaskiej. Powód? Brak widzów. I nie chodzi o grupy zorganizowane, czy seanse organizowane dla szkół, lecz o widzów indywidualnych. Frekwencja po pandemii nigdy nie wróciła do poziomu sprzed 2020 roku. Każdy kolejny rok przynosił spadek, a nie odbicie. Jednocześnie rosły koszty: energii, pracowników, utrzymania infrastruktury. Szybciej niż ceny biletów.
W tym samym czasie domowe kanapy przejęły rolę sal kinowych. Platformy streamingowe oferują to, co kiedyś było luksusem kina: premierę, wygodę i wybór. Taniej. Bez wychodzenia z domu. Pod kocem, z możliwością zaproszenia znajomych.
W całej tej historii uderza jeszcze jedno: miasto nie było stroną rozmowy. Ani właściciel galerii, ani operator kina nie włączyli samorządu w proces informacyjny. Decyzja o zamknięciu dotarła do urzędników tak samo jak do mieszkańców – z mediów. Kino funkcjonowało tu jak każdy inny najemca.
Jest jednak zapowiedź przyszłości. W planach miasta pojawia się przetarg na projekt przebudowy sali teatralnej MDK. Przy okazji – pomysł stworzenia tam kameralnego, miejskiego kina, prowadzonego przez instytucję kultury. Nie multipleksu, lecz miejsca lokalnego. To rozwiązanie długofalowe, kosztowne i wymagające czasu. Ale realne. I sprawdzone w innych miastach. W Polsce blisko 70 proc. małych kin, to placówki samorządowe.
Historia: miasto, które kino miało we krwi
Żeby zrozumieć, dlaczego ta decyzja budzi w Świnoujściu emocje, trzeba cofnąć się o całe stulecie. Kino nie było tu dodatkiem.
Już w latach 20. XX wieku działało tu kino. Przed wojną – aż trzy: „Scala” przy dzisiejszym Placu Słowiańskim, „Urania” na Kołłątaja i „Capitol” przy obecnej ulicy Konstytucji 3 Maja. Wojna przerwała wszystko.
Pierwsze powojenne seanse dla Polaków odbywały się w rosyjskim kinie w dawnym hotelu Preussenhof. W 1948 roku ruszyło polskie kino w dawnej „Scali”. Najpierw jako „Bałtyk”, potem – po remoncie – legendarny „Rybak”. To tam biło serce miasta. W latach 70. kino należało do czołówki regionu. Pokazywało nowości, przyciągało tłumy, generowało kolejki i emocje. „Wejście smoka” z Brucem Lee stało się lokalnym mitem – oglądanym po kilka razy przez tych samych widzów.
W latach 90. „Rybak” przeżył drugą młodość. Stał się centrum kultury: z dyskusjami, koncertami, spotkaniami z twórcami. Bywali tu aktorzy, reżyserzy, muzycy, satyrycy. Kino żyło także nocą – z seansami po 22:00, z festiwalem FAMA, z kafejką „Casablanca”, gdzie rozmowy o filmie płynnie przechodziły w rozmowy o Polsce. I to właśnie ono w 2004 roku zniknęło. Budynek rozebrano. W jego miejscu powstał parking.
Nie da się zatrzymać postępu. VHS zabił „Rybaka”, streaming podkopał Multikino w Świnoujściu.