Lokalne

Zbyt nerwowo. Flota – Chemik Police 0-1 (0-1)

Opublikowano

w dniu

Cóż, nie udało się. Nie ma co rozpaczać, ani przeklinać, bo nie byliśmy w tym meczu faworytem, a przeciwnik wygrał zasłużenie. Można było jednak tego meczu nie przegrać. Szczęście mieliśmy, gdy rywal nie wykorzystywał dogodnych sytuacji, ale my też kilka stworzyliśmy, nie wykorzystując żadnej.

Myślę jednak, ze bardziej niż brak fartu zaszkodziły nam nerwy. Kiedy piłka niespodziewanie odbija się piłkarzowi od nogi, to wiadomo że jest to skutek usztywnienia, przecież nawet uczniowie w szkole potrafią „gasić” piłkę. Niestety, w grę weszły też nawyki. Niby wszyscy wiedzieli, że przeciwnik nie pozwoli na rozglądanie się, czy przekładanie piłki z nogi na nogę, a jednak takie chwile zagapienia przytrafiały się nawet doświadczonym zawodnikom. Przegraliśmy, ale przecież liczyliśmy się z tym. Wszak niemal wszędzie pisano, że Chemik jest poza zasięgiem konkurencji, więc porażka 0-1 – nawet u siebie – wstydu nie przynosi.

Jak wyglądało to na boisku? Na pewno policzanie Floty nie zlekceważyli, wzajemne badanie trwało dość długo. Pierwszy strzał (Kapelusza w boczną siatkę) miał miejsce w 9 minucie. Uderzeniem zza pola karnego próbował odwdzięczyć się Protasewicz, ale zbyt lekkim. Strzał Szewczykowskiego ostatecznie trafił w górną siatkę i dał gościom jedynie rzut różny. Co z tego wynika przekonaliśmy się 9 minut później, kiedy Вовченко wykorzystał zagapienie obrońców Floty po rzucie rożnym wykonanym przez Ławę i głową zdobył dla Chemika prowadzenie. W 27 minucie Andrzejewski nie trafił w bramkę z bliska, a 3 minuty później Bochen odbił strzał Jóźwiaka na róg. Wreszcie w 33 minucie mieliśmy klarowną sytuację dla Floty, niestety strzał Helta, z pierwszej piłki z bliskiej odległości, poszybował ponad bramkę. Przed przerwą dwie okazje mieli jeszcze goście, ale Bochen poradził sobie zarówno w sytuacji sam na sam z Kapeluszem, jak i dalekim strzałem Ławy.

W drugiej połowie Flota zagrała z dużo większym animuszem. Okazje mieli Kozłowski, Skwara, Staniszewski i Bątkowski, ale i policzanie kontrowali, między innymi Ława spudłował w sytuacji sam na sam, a Bochen wyłapał kolejne uderzenia Kapelusza. W 63 minucie po rajdzie Staniszewskiego Szyba minął się z piłką, ale nie było komu jej przechwycić i zyskiem był jedynie korner, a chwilę potem Jóźwiak wybił piłkę z bramki po uderzeniu Staniszewskiego. Potem dwa razy kunsztem popisał się Szybka, broniąc strzał Protasewicza z 15 metrów i główkę Staniszewskiego. W końcówce, po czerwonej kartce Krystka Flota zaatakowała jeszcze mocniej. W ostatniej akcji z bramki wyszedł nawet Bochen i to on oddał ostatni strzał. Niestety, niecelny.

Jak napisano wyżej – wynik zasłużony, choć mógł być korzystniejszy dla nas. Ale jest jak jest, wstydu nie było. Zostajemy na drugim miejscu – dziękujemy Iskra Golczewo.

Źródło: Waldemar Mroczek, MKS Flota Świnoujście

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Najczęściej czytane

Exit mobile version