WIADOMOŚCI
Prof. Parczewski: przewlekła borelioza nie istnieje
Tylko pięć procent ukąszeń kleszczy kończy się zakażeniem; nawet późno rozpoznana borelioza jest wyleczalna, a naciągaczy oferujących wielomiesięczne eksperymentalne antybiotykoterapie należy unikać – przestrzega prof. dr hab. n. med. Miłosz Parczewski, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych.
W ubiegłym roku w Polsce potwierdzono 25 244 przypadki boreliozy i 659 przypadków kleszczowego zapalenia mózgu. Mimo że – statystycznie – tylko co 20. kleszcz zakaża krętkami z rodzaju borrelia, a borelioza u ludzi jest dość łatwo wyleczalna, choroba ta budzi strach i prowokuje spory w środowisku naukowym. Przeciwko eksperymentalnym formom terapii protestują specjaliści chorób zakaźnych, samorząd lekarski, sejmowa komisja zdrowia. W kwietniu br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę jednego z podmiotów medycznych i przychylił się do opinii Rzecznika Praw Pacjenta, który alarmował, że stosowanie wielokrotnej antybiotykoterapii w leczeniu boreliozy jest niezgodne ze stanem wiedzy medycznej i niebezpieczne dla pacjentów.
PAP: Coraz bardziej boimy się boreliozy? Przypadków zachorowań jest więcej?
Prof. Miłosz Parczewski: W ostatnim czasie było dużo doniesień na temat nowych kleszczy, chorób odkleszczowych, zmieniającej się epidemiologii. Te zmiany nie są duże, ale problem można określić jako „przyszłościowy”. Przyczyną są głównie zmiany klimatyczne – jest ciepło, sucho, mamy zimy bez mrozu. To, że ludzie często przebywają na terenach leśnych, powoduje, że zagrożenie związane z chorobami arbo (arbowirusy są przenoszone przez stawonogi, przede wszystkim przez kleszcze) na pewno się zwiększa. Pamiętajmy jednak, że tylko ok. 5 proc. ukąszeń kleszczy kończy się zakażeniem boreliozą, nawet jeśli kleszcz jest zakażony. I że borelioza jest uleczalna. Wiemy, jak tę chorobę rozpoznawać i skutecznie leczyć!
PAP: Skąd więc tak duża nadwykrywalność boreliozy? Podobno tylko u 10 proc. pacjentów kierowanych do specjalistów podejrzenie boreliozy zostaje potwierdzone.
M.P.: Boreliozę diagnozuje się na podstawie obrazu klinicznego, najczęstszym objawem wczesnym jest tzw. rumień wędrujący, i serologii, czyli obecności przeciwciał we krwi. Jeśli obraz kliniczny jest typowy, a testy na przeciwciała dodatnie, to diagnostyka jest prosta. Ale jeśli na przykład rumień nie jest typowy w swoim obrazie, czyli powiększający się – jak oko bawoła, rozchodzące się fale na powierzchni wody, albo znajduje się w okolicy podkolanowej czy owłosionej i nie ma charakterystycznej obwódki, to może być problem z rozpoznaniem. Czasami ugryzienie przez kleszcza jest tylko pogryzieniem, odczynem miejscowym, który nie przekracza 3-5 cm i nie jest boreliozą. Poza tym mamy jeszcze inne postaci kliniczne, takie jak neuroborelioza, zapalenie mięśnia sercowego, zapalenia stawów, które często stanowią wyzwanie kliniczne.
PAP: Badanie serologiczne rozstrzygnie to ostatecznie?
M.P.: Serologia, czyli obecność przeciwciał we krwi, może się utrzymywać przez lata po przebytej i prawidłowo leczonej (a więc nieaktywnej) boreliozie. Nadrozpoznawalność wynika bardzo często właśnie z tego, że test w kierunku przeciwciał jest testem immunologicznym. Nie różnicuje między pamięcią immunologiczną, czyli boreliozą kiedyś przebytą, a boreliozą aktywną. Mamy sposoby, żeby rozpoznanie uprawdopodobnić, ale nie jest to test wykrywający same krętki, czyli bezpośrednio wykrywający bakterie.
Dodatni wynik testu często jest wiązany z niespecyficznymi dolegliwościami, które boreliozą po prostu nie są: bólami stawów, na przykład ze zwyrodnienia; bólami głowy, a są to klasterowe bóle; objawami neuropsychologicznymi, depresją, pogorszeniem koncentracji, uczuciem przewlekłego zmęczenia. I, niestety, są takie jednostki medyczne, które leczą te niespecyficzne objawy antybiotykami, przez wiele lat, nie rozumiejąc czy też nie chcąc zrozumieć, że antybiotyk nie leczy przeciwciał.
Przeciwciała to jest funkcja naszego układu immunologicznego i antybiotyk nie spowoduje, że przeciwciała znikną. To nasz układ immunologiczny musi wygasić tę odpowiedź w kierunku krętka, co czasami trwa miesiące, a czasami lata. Wieloletnia czy wielomiesięczna antybiotykoterapia nie została potwierdzona badaniami jako antybiotykoterapia skuteczna, potrzebna, nieszkodliwa! Przecież wiemy, że antybiotyki powodują selekcję lekooporności bakterii, powodują szkodę populacyjną – podawanie szeroko antybiotyków skutkuje tym, że mamy więcej bakterii antybiotykoodpornych i nie będziemy mieli ludzi czym leczyć w przyszłości. Długotrwałe, wielokrotne podawanie antybiotyków może prowadzić do trwałych uszkodzeń wątroby, trzustki, nerek.
PAP: Jak to się stało, że w kwestii leczenia boreliozy doszło do tak poważnego rozdźwięku w świecie nauki i część lekarzy oferuje wielomiesięczne antybiotykoterapie, a także alternatywne metody leczenia, np. ozonem czy tlenem w komorze hiperbarycznej?
M.P.: Źródłem problemu jest powstanie dwóch zestawów rekomendacji w USA. Rekomendacji IDSA, czyli Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Diseases Society of America) i rekomendacji ILADS (The International Lyme and Associated Diseases Society, Międzynarodowe Towarzystwo ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych), stworzonych przez lekarzy i pacjentów, którzy mieli boreliozę.
PAP: Tylko IDSA działa zgodnie z normami międzynarodowymi, uznawanymi przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych?
M.P.: Tak. Działa zgodnie z zasadami medycyny opartej na wiedzy naukowej, na faktach. Zgodnie z zasadami good clinical practice. Natomiast problemem rekomendacji ILADS jest to, że część założeń pochodzi z badań in vitro, czyli badań daleko, daleko przedklinicznych. I te badania na poziomie laboratoryjnym próbuje się przenieść na „klinikę”, co nie jest prawidłowe. Cała struktura medycyny opartej na faktach – dotyczy to nie tylko chorób zakaźnych, ale np. kardiologii, neurologii, immunologii, gastrologii – jest taka, że mamy badanie kliniczne nowego leku, które opiera się na danych z badań klinicznych prowadzonych wielofazowo na ludziach, z oceną bezpieczeństwa i skuteczności. Badania laboratoryjne takiej wiedzy nie zapewniają, więc nie można ich przekładać na postępowanie terapeutyczne.
PAP: Co powie pan pacjentowi, który kilka lat jest „leczony” na boreliozę?
M.P.: Coś takiego jak „przewlekła borelioza” nie istnieje. Boreliozę klasyfikujemy jako wczesną i późną. Pacjentom radzę konsultację z mądrym specjalistą od chorób zakaźnych, który jest na bieżąco z wytycznymi, szczególnie Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.
PAP: Na wizytówkach lekarzy nie ma przymiotnika „mądry”, natomiast w gabinetach czy na stronach internetowych są certyfikaty, dyplomy, potwierdzenia szkoleń, itd. Widząc w gabinecie dyplom Międzynarodowego Towarzystwa ds. Boreliozy, pacjent raczej nabiera zaufania, a nie wątpliwości.
M.P.: Zgadzam się. Bardzo trudno w obecnym świecie – mediów elektronicznych, portali społecznościowych – rozróżnić wiedzę, która jest oparta na faktach od wiedzy, która jest fake newsem, w tym przypadku fake treatmentem, nieprawidłową terapią. Nie mam gotowej odpowiedzi, jak temu zaradzić. Jako konsultant krajowy staram się, żeby szkolenie specjalistów chorób zakaźnych było na odpowiednim poziomie. I żeby wszyscy wiedzieli, jak się leczy boreliozę, jak długo i kiedy należy przestać.
W leczeniu boreliozy musimy bazować na faktach, a nie fake newsach. Problem widzę nie tylko w lekarzach, ale w zaufaniu pacjentów. I zrozumieniu, że borelioza nie jest jedyną chorobą na świecie. Że bardzo często niespecyficzne dolegliwości mogą być „maską” depresji, stwardnienia rozsianego, choroby zwyrodnieniowej stawów, chorób autoimmunologicznych. Nie jest tak, że lekarze komuś odmawiają leczenia! Chcemy, żeby to leczenie nacelowane było na rzeczywistą chorobę. Po pierwsze – nie szkodzić! To jest naszym sztandarem w medycynie. Słuchajmy autorytetów medycznych. Edukujmy. Chciałbym, żeby przebiły się te wiadomości: po pierwsze, że borelioza, szczególnie wczesna, jest chorobą uleczalną nawet w 98 procentach. Po drugie – antybiotykoterapia powinna trwać między 14 a 28 dni. W tej chwili jest nawet tendencja do jej skracania. Jeśli ktoś oferuje wielomiesięczną terapię, warto zapytać, na jakich danych ten eksperyment opiera?
PAP: Pacjent zwykle dopytuje, ale czy jest wystarczająca reakcja środowiska lekarskiego na rekomendacje ILADS, które przewidują długie terapie miksem antybiotyków?
M.P.: Reakcja jest. Rekomendacje muszą być opracowywane na podstawie badań klinicznych. Mają swoją siłę. Jeżeli badanie kliniczne nie istnieje, staramy się, żeby taka rekomendacja była opatrzona stosownym komentarzem, że powstała na podstawie bardzo niskiej siły dowodów, albo żeby w ogóle nie znalazła się w zastosowaniu.
PAP: Rekomendacje ILADS mogą wydawać się „ratunkiem” dla tych, u których późno zdiagnozowano boreliozę, kilka lat po ukąszeniu przez kleszcza.
M.P.: I tu musimy być precyzyjni: przewlekłej boreliozy nie ma, ale jest borelioza późna, pod postacią neuroboreliozy, zapalenia stawów czy zanikowego zapalenia skóry. Może wystąpić nawet kilka lat po ukąszeniu kleszcza. Borelioza późna jest trudniejsza do rozpoznania i nieco trudniejsza do wyleczenia. Ale jest wyleczalna. Zamiast antybiotyków doustnych podaje się dożylne i też maksymalnie przez miesiąc. Nie sięgamy do metod i teorii ILADS, bo to nie ratunek, lecz terapia, za którą pacjent może zapłacić własnym zdrowiem.
PAP: W tych trudniejszych przypadkach terapię wg rekomendacji IDSA też, w razie potrzeby, się powtarza? Testy na obecność przeciwciał robi się wielokrotnie?
M.P.: Tak. Jeżeli mamy wątpliwości, to zawsze proponujemy leczenie. Z kontrolą efektu serologicznego. I z wyborem odpowiedniej antybiotykoterapii. Żeby jej powtórzenie, za jakiś czas, miało sens. Z odpowiednim antybiotykiem, najczęściej dożylnym, penetrującym głębiej do stawów i do centralnego układu nerwowego. Chciałbym podkreślić, że zgony na boreliozę praktyczne się nie zdarzają. Jest to kilka przypadków rocznie, tylko związane z zapaleniem mięśnia sercowego, których w Polsce praktycznie się nie obserwuje.
PAP: Borelioza jest uleczalna, ale jednak nie w stu procentach przypadków. Czy możemy z nią żyć kilkadziesiąt lat?
M.P.: Takie przypadki są bardzo, bardzo rzadkie. Borelioza ma bardzo szeroką wrażliwość na wiele antybiotyków i te antybiotyki ludzie otrzymują „po drodze”, z powodu innych wskazań, więc nawet jeśli nie byli wcześniej świadomie leczeni na boreliozę, i tak można stwierdzić u nich boreliozę przebytą. Nie ma też czegoś takiego jak borelioza seronegatywna, czyli z ujemnym wynikiem testów na przeciwciała. A takie przypadki również kilkukrotnie weryfikowaliśmy. Natomiast boreliozą można zakazić się wielokrotnie – przebyta choroba nie skutkuje odpornością na kolejne zakażenie.
PAP: Ilu pacjentów z podejrzeniem boreliozy trafia do SPWSZ w Szczecinie?
M.P.: W ramach poradni chorób zakaźnych konsultujemy dziennie nawet 40-50 osób z podejrzeniem lub rozpoznaniem boreliozy, czyli ok. 200 tygodniowo. Część z tych osób przyjeżdża tylko na kontrolę, bo są np. pracownikami leśnymi, wielokrotnie eksponowanymi na kleszcze i powinni być sprawdzani raz na pół roku czy rok. Borelioz wczesnych jest kilka tygodniowo. Tacy pacjenci trafiają przede wszystkim do lekarzy POZ.
PAP: Zatem jeśli widzimy kleszcza, to nie jedziemy na SOR?
M.P.: Nie jest to konieczne. Można spróbować samemu go wyjąć. Kleszczołapki są dostępne w aptekach. Dezynfekujemy miejsce po ukąszeniu, ale nie smarujemy np. maścią ze sterydem, żeby nie zaciemnić obrazu. Musimy obserwować miejsce ukąszenia. Rumień charakterystyczny dla boreliozy zaczyna się powiększać między trzecim a piątym dniem, do miesiąca. Jeśli nic się nie pojawia, to sprawę zamykamy. Jeżeli pojawi się zaczerwienienie, które przekracza średnicę monety pięciozłotowej, wtedy udajemy się do POZ. Pierwszy antybiotyk można otrzymać od lekarza rodzinnego. Jeśli zgłosimy się po kilku dniach od ukąszenia, nie robi się żadnych testów na boreliozę, ponieważ będą wypadały ujemnie. Odpowiedź układu immunologicznego trwa dwa-cztery tygodnie.
PAP: Większość ukąszeń nie kończy się zakażeniem?
M.P.: Ryzyko transmisji choroby zależy od czasu żerowania kleszcza wbitego w skórę, długości opicia, a także od tego, czym kleszcz był zakażony. Co do zasady – ryzyko wynosi 5 procent. Rekomendujemy, że jeżeli ktoś ma mnogie pokąszenia przez kleszcza, to wtedy powinien zgłosić do lekarza rodzinnego.
* * *
Prof. dr hab. n. med. Miłosz Parczewski jest konsultantem krajowym w dziedzinie chorób zakaźnych, lekarzem naczelnym ds. chorób zakaźnych Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Szczecinie; kieruje kliniką chorób zakaźnych, tropikalnych i nabytych niedoborów immunologicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie; jest prezesem Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS i wiceprezesem Europejskiego Towarzystwa Klinicznego AIDS.
Rozmawiał: Tomasz Maciejewski (PAP)
tma/ bar/ mhr/
WIADOMOŚCI
Morski Oddział Straży Granicznej z nowymi podoficerami. Większość trafi do Szczecina i Świnoujścia
Morski Oddział Straży Granicznej zasiliło 39 nowych podoficerów. Po zakończeniu blisko trzymiesięcznego szkolenia absolwenci szkoły podoficerskiej rozpoczęli służbę w placówkach i dywizjonach. Dobra wiadomość dla mieszkańców regionu jest taka, że zdecydowana większość nowych funkcjonariuszy będzie pełnić służbę właśnie w Szczecinie i Świnoujściu.
Uroczystość wręczenia aktów mianowania na stopień kaprala i mata Straży Granicznej odbyła się 16 lipca w Placówce Straży Granicznej w Szczecinie. Akty mianowania wręczyli kontradm. SG Andrzej Prokopski, Komendant Morskiego Oddziału Straży Granicznej, oraz płk SG Zbigniew Pałka, Komendant Placówki Straży Granicznej w Szczecinie.
Podczas uroczystości mianowania odebrało 15 podoficerów – pięć kobiet i dziesięciu mężczyzn. W wydarzeniu uczestniczyła również kadra kierownicza oraz przełożeni nowo mianowanych funkcjonariuszy.
Za nowymi podoficerami stoi wymagająca droga. Każdy z nich przeszedł proces rekrutacji, ukończył szkolenie podstawowe, a następnie kurs podoficerski. Teraz będą odpowiadać za ochronę polskiej granicy zarówno na lądzie, jak i na morzu.
Dla Świnoujścia oznacza to kolejne wzmocnienie służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo granicy morskiej. To właśnie funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej każdego dnia patrolują wybrzeże, kontrolują ruch graniczny oraz prowadzą działania związane z ochroną granicy państwowej i bezpieczeństwem na Bałtyku.
Morski Oddział Straży Granicznej przypomina również, że nadal prowadzi nabór do służby. Osoby zainteresowane założeniem munduru mogą znaleźć szczegółowe informacje dotyczące rekrutacji na stronie internetowej formacji.
WIADOMOŚCI
Siedem zatrzymań w dwa dni. Policja w Świnoujściu podsumowuje akcję „Poszukiwany”
Siedem osób poszukiwanych przez wymiar sprawiedliwości zostało zatrzymanych w ciągu zaledwie dwóch dni przez funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu. To efekt działań prowadzonych w ramach ogólnopolskiej akcji „Poszukiwany”, której celem jest odnalezienie osób ukrywających się przed organami ścigania.
Najwięcej zatrzymań miało miejsce w poniedziałek. Policjanci zatrzymali 44-letnią kobietę poszukiwaną listem gończym do odbycia kary roku i dwóch miesięcy pozbawienia wolności. W ręce funkcjonariuszy trafił także 45-letni mężczyzna, który miał do odbycia 20 dni więzienia, oraz 39-latek skazany na 60 dni pozbawienia wolności.
Zatrzymano również 35-letnią kobietę, wobec której orzeczono karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Tego samego dnia policjanci odnaleźli także dwóch mężczyzn poszukiwanych w celu ustalenia miejsca pobytu.
We wtorek funkcjonariusze zatrzymali kolejną osobę – 56-letniego mężczyznę poszukiwanego listem gończym. Mężczyzna miał do odbycia karę 24 dni pozbawienia wolności.
Jak podkreśla świnoujska policja, działania związane z poszukiwaniem osób ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości prowadzone są każdego dnia. Funkcjonariusze przypominają, że unikanie odpowiedzialności karnej nie oznacza jej uniknięcia. Osoby poszukiwane mogą zostać zatrzymane w każdej chwili – podczas kontroli drogowej, legitymowania czy rutynowej interwencji.
Policjanci zaznaczają, że każde zatrzymanie osoby poszukiwanej przekłada się nie tylko na wykonanie orzeczeń sądów i decyzji prokuratury, ale także na poprawę bezpieczeństwa mieszkańców Świnoujścia oraz licznie odwiedzających miasto turystów. Akcja „Poszukiwany” po raz kolejny pokazała, że osoby próbujące ukrywać się przed wymiarem sprawiedliwości muszą liczyć się z nieuchronnym zatrzymaniem.
WIADOMOŚCI
We wtorek zawyją syreny alarmowe. To ogólnopolskie ćwiczenia
We wtorek, 21 lipca, mieszkańcy Świnoujścia oraz turyści wypoczywający w mieście mogą usłyszeć syreny alarmowe. Nie będzie to jednak sygnał rzeczywistego zagrożenia, lecz element ogólnopolskich ćwiczeń pod nazwą „Alarm 26”.
Ćwiczenia odbędą się w godzinach od 7:00 do 19:00 i obejmą również województwo zachodniopomorskie. W tym czasie mogą zostać uruchomione syreny alarmowe na terenie Świnoujścia.
Podczas ćwiczeń emitowane będą dwa rodzaje sygnałów: trzyminutowy modulowany dźwięk oznaczający próbne ogłoszenie alarmu oraz trzyminutowy dźwięk ciągły informujący o jego odwołaniu.
Służby podkreślają, że sygnały mają wyłącznie charakter szkoleniowy. Osoby, które usłyszą syreny, nie powinny podejmować żadnych działań ani zgłaszać tego jako sytuacji alarmowej.
Ćwiczenia „Alarm 26” są organizowane w całym kraju przez wojewodów i samorządy we współpracy z jednostkami Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych. Ich celem jest sprawdzenie sprawności systemu alarmowania oraz gotowości służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo mieszkańców.
Źródło: Biuro Prezydenta Miasta
WIADOMOŚCI
Plac Wolności przechodzi lifting. Będzie więcej zieleni i nowych miejsc do odpoczynku
Plac Wolności od lat budził wśród mieszkańców mieszane uczucia. Choć jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w centrum Świnoujścia, wielu zwracało uwagę, że zdominował go beton, a zieleni jest zdecydowanie za mało. Trwające właśnie prace mają to zmienić. Nie jest to gruntowna przebudowa placu, ale lifting, który ma sprawić, że przestrzeń stanie się bardziej przyjazna i estetyczna. Zakończenie inwestycji zaplanowano na koniec lipca.
Najbardziej widoczne zmiany zachodzą w miejscu dawnego cieku wodnego. Stara nawierzchnia jest zastępowana nowoczesnym tzw. kamiennym dywanem, wykonanym z naturalnego kruszywa połączonego żywicą. Pod nim powstaje nowy system odwodnienia, który ma skuteczniej odprowadzać wodę opadową i poprawić trwałość całej konstrukcji.
Zmieni się również przestrzeń przeznaczona do wypoczynku. Nad dawnym ciekiem wodnym powstaje drewniany taras z drewna egzotycznego, a istniejące murki zyskają drewniane obudowy, dzięki którym będą pełniły funkcję wygodnych siedzisk. Na placu pojawi się także duże modułowe siedzisko parkowe, które stworzy kolejne miejsce do odpoczynku w centrum miasta.
Jednym z najważniejszych elementów inwestycji jest jednak zieleń. Dokumentacja przewiduje budowę nowych rabat z betonu architektonicznego oraz nasadzenia drzew, krzewów, bylin i traw ozdobnych. To odpowiedź na oczekiwania wielu mieszkańców, którzy od dawna podkreślali, że Plac Wolności jest zbyt surowy i betonowy, a większa ilość roślin poprawiłaby zarówno jego wygląd, jak i komfort przebywania w tym miejscu.
Nowością będą również stalowe linki dla roślin pnących. Z czasem mają one stworzyć zielone ściany, które dodatkowo urozmaicą przestrzeń i ograniczą wrażenie dominującego betonu.
Prace obejmują także wymianę części instalacji elektrycznej i montaż nowego oświetlenia, dzięki czemu plac będzie lepiej oświetlony po zmroku i bardziej funkcjonalny.
Choć zakres robót nie zmienia całkowicie układu Placu Wolności, to efekt końcowy ma być wyraźnie zauważalny.
WIADOMOŚCI
Jeden budynek, trzy ważne funkcje. Miasto rozpoczyna kolejną inwestycję
Regionalne Centrum Kryzysowe, Centrum Usług Wspólnych oraz Szkolne Schronisko Młodzieżowe będą funkcjonowały w jednym, kompleksowo przebudowanym budynku przy ul. Gdyńskiej. Miasto odebrało już dokumentację projektową i ogłosiło przetarg na wykonanie robót budowlanych. To oznacza, że inwestycja przechodzi z etapu przygotowań do realizacji.
Zmiany obejmą obecny budynek Szkolnego Schroniska Młodzieżowego, który po przebudowie zostanie podzielony na trzy części o różnych funkcjach. Dzięki temu obiekt będzie lepiej wykorzystany, a jednocześnie zachowana zostanie działalność schroniska.
Decyzja o zmianach wynika z rzeczywistych potrzeb miasta. W ostatnich latach Schronisko Młodzieżowe nie wykorzystywało całego potencjału budynku, a jego utrzymanie wiązało się ze znacznymi kosztami ponoszonymi przez samorząd. Nowy podział pozwoli efektywniej zagospodarować dostępną przestrzeń i stworzyć w jednym miejscu siedziby ważnych miejskich instytucji.
Jedną z najważniejszych zmian będzie utworzenie Regionalnego Centrum Kryzysowego. Będzie to miejsce oferujące wysokiej jakości usługi wsparcia dla osób i rodzin znajdujących się w kryzysie psychicznym lub potrzebujących pomocy po jego doświadczeniu. Centrum zapewni między innymi wsparcie w zakresie wczesnej interwencji psychologicznej oraz psychoedukacji.
W budynku znajdzie się również siedziba Centrum Usług Wspólnych, które obsługuje miejskie jednostki i placówki. Szkolne Schronisko Młodzieżowe nadal będzie prowadziło swoją działalność i przyjmowało gości, jednak w części budynku dostosowanej do rzeczywistych potrzeb.
Przebudowa obejmie znacznie więcej niż zmianę funkcji poszczególnych pomieszczeń. Budynek zostanie rozbudowany o szyb windowy wraz z windą. Powstaną również nowe schody zewnętrzne oraz pochylnia dla osób z niepełnosprawnościami.
Zaplanowano także kompleksową termomodernizację obiektu, wymianę okien i drzwi, modernizację oświetlenia, instalacji centralnego ogrzewania i instalacji wodociągowej. Na budynku zamontowana zostanie również instalacja fotowoltaiczna. Zakres inwestycji obejmuje ponadto roboty wykończeniowe i niezbędne prace towarzyszące.
Ogłoszenie przetargu na roboty budowlane rozpoczyna kolejny etap inwestycji. Po wyłonieniu wykonawcy i podpisaniu umowy będzie można rozpocząć właściwe prace. Ich efektem ma być nowoczesny, dostępny i bardziej energooszczędny obiekt, który dzięki nowemu podziałowi funkcji będzie znacznie lepiej wykorzystywany i odpowie na różne potrzeby mieszkańców Świnoujścia.
Projekt pn. Regionalne Centrum Kryzysowe realizowany jest przez Lidera – Samorząd Województwa Zachodniopomorskiego w partnerstwie z Powiatem Białogardzkim, Powiatem Choszczeńskim, Powiatem Goleniowskim, Powiatem Gryfickim, Powiatem Szczecineckim, Gminą Miastem Świnoujście oraz Gminą Miastem Szczecin.). Całkowita wartość projektu przypadająca na Gminę Miasto Świnoujście: 5 147 500,00 zł. Dofinansowanie z funduszy UE: 4 375 375,00 zł. Dofinansowanie z budżetu państwa: 514 750,00 zł. Wkład własny: 257 375,00 zł.
Źródło: Biuro Prezydenta Miasta
WIADOMOŚCI
Piaskowe arcydzieła na plaży. Piacholepy przyciągnęły tłumy do Świnoujścia
Świnoujska plaża po raz kolejny zamieniła się w ogromną piaskownicę. Zamiast betonu i cegieł były piasek, woda, wiaderka i łopatki, a najważniejszym budulcem okazała się wyobraźnia. Wszystko za sprawą Piacholepów – Mistrzostw Świnoujścia w Budowaniu Czegoś z Piasku, zorganizowanych przez Ośrodek Sportu i Rekreacji „Wyspiarz”.
Do rywalizacji stanęły 24 drużyny, liczące łącznie ponad 90 uczestników. Przez trzy godziny zespoły tworzyły imponujące piaskowe konstrukcje. Na plaży wspólnie bawili się mieszkańcy Świnoujścia, turyści oraz całe rodziny – od najmłodszych po dziadków.
W wydarzeniu uczestniczyły ekipy nie tylko z naszego miasta, ale również z Warszawy, Wrocławia, Żor, Mierzyna, Szczecina, Krakowa, Bierawy, Poznania i Gorzowa Wielkopolskiego.
Fantazji nie brakowało. Na plaży powstały monumentalne zamki, okręty, pojazdy, morskie stworzenia, wiatraki i wiele innych oryginalnych rzeźb. Każda drużyna zaprezentowała własny pomysł i sposób jego wykonania, dzięki czemu jury miało wyjątkowo trudne zadanie.
Najwyżej oceniono pracę drużyny KPOPFUN z Warszawy, która stworzyła rzeźbę „Greccy bogowie oraz polis”. Drugie miejsce zajęła drużyna Syrena z Żor za rzeźbę „Syrenka”, a trzecie przypadło zespołowi ZSB z Mierzyna, który wykonał piaskowy czołg.
Laureaci otrzymali karty podarunkowe do Empiku oraz vouchery do Hossolandu.
Jury przyznało także siedem wyróżnień. Trafiły one do drużyn: Rodzina Gierczak z Wrocławia za piaskowy zamek, Rekiny ze Świnoujścia za wieloryba, Kotwiczki ze Świnoujścia za rzeźbę „8 Flotylla”, Rybki ze Świnoujścia za wiatrak, Sofia z Bierawy za muszlę, Delta ze Świnoujścia i Poznania za zbiornik retencyjny oraz Kaczuchy z Gorzowa za efektowną rzeźbę wiatraka. Wyróżnione zespoły również otrzymały upominki.
Organizatorzy podkreślają, że sukces wydarzenia to przede wszystkim zasługa uczestników, którzy stworzyli na plaży niezwykłą atmosferę pełną rodzinnej zabawy i kreatywności. Dziękują także partnerom wydarzenia – Hossolandowi i DepilConcept – za wsparcie organizacji.
Dla tych, którzy nie zdążyli wziąć udziału w pierwszej odsłonie Piacholepów, jest dobra wiadomość. Kolejna edycja odbędzie się 26 sierpnia na plaży pomiędzy wejściami nr 10 i 12. Zapisy będą prowadzone na miejscu w godzinach 9.00–11.00, budowanie potrwa od 11.00 do 14.00, a wyniki zostaną ogłoszone do godziny 15.00.
Organizatorzy już dziś zapraszają mieszkańców i turystów do stworzenia własnej drużyny i sprawdzenia, ile niezwykłych pomysłów można zbudować z… piasku.
-
WIADOMOŚCI5 dni temuRuszyła sprzedaż biletów na 6. Markowy Festiwal. Świnoujście czeka pięć dni muzyki, teatru i spotkań z gwiazdami
-
WIADOMOŚCI5 dni temuŚwinoujście zabrzmiało własnym głosem
-
WIADOMOŚCI5 dni temuMieszkańcy znów spotkają się z Prezydent Miasta. Tym razem na ulicy Wielkopolskiej
-
WIADOMOŚCI5 dni temuPiasek, wyobraźnia i dobra zabawa. W środę na plaży odbędą się „Piacholepy”
-
WIADOMOŚCI5 dni temuŚwinoujście ulubionym miejscem nad Bałtykiem. Czytelnicy Onetu wybrali bez wahania
-
WIADOMOŚCI5 dni temuStanowisko Miasta Świnoujście w związku z rozpoczęciem budowy drogi technicznej do Przylądka Pomerania
-
WIADOMOŚCI3 dni temuWybrano wykonawcę przebudowy ulicy Lechickiej. Prace mogą ruszyć we wrześniu
-
WIADOMOŚCI5 dni temuRekordowa niedziela z siatkówką na świnoujskiej plaży!


