Połącz się z nami
„uznamska

WIADOMOŚCI

Prof. Parczewski: przewlekła borelioza nie istnieje

Opublikowano

w dniu

Foto: PAP/Aleksander Koźmiński

Tylko pięć procent ukąszeń kleszczy kończy się zakażeniem; nawet późno rozpoznana borelioza jest wyleczalna, a naciągaczy oferujących wielomiesięczne eksperymentalne antybiotykoterapie należy unikać – przestrzega prof. dr hab. n. med. Miłosz Parczewski, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych.

W ubiegłym roku w Polsce potwierdzono 25 244 przypadki boreliozy i 659 przypadków kleszczowego zapalenia mózgu. Mimo że – statystycznie – tylko co 20. kleszcz zakaża krętkami z rodzaju borrelia, a borelioza u ludzi jest dość łatwo wyleczalna, choroba ta budzi strach i prowokuje spory w środowisku naukowym. Przeciwko eksperymentalnym formom terapii protestują specjaliści chorób zakaźnych, samorząd lekarski, sejmowa komisja zdrowia. W kwietniu br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę jednego z podmiotów medycznych i przychylił się do opinii Rzecznika Praw Pacjenta, który alarmował, że stosowanie wielokrotnej antybiotykoterapii w leczeniu boreliozy jest niezgodne ze stanem wiedzy medycznej i niebezpieczne dla pacjentów.

PAP: Coraz bardziej boimy się boreliozy? Przypadków zachorowań jest więcej?

Prof. Miłosz Parczewski: W ostatnim czasie było dużo doniesień na temat nowych kleszczy, chorób odkleszczowych, zmieniającej się epidemiologii. Te zmiany nie są duże, ale problem można określić jako „przyszłościowy”. Przyczyną są głównie zmiany klimatyczne – jest ciepło, sucho, mamy zimy bez mrozu. To, że ludzie często przebywają na terenach leśnych, powoduje, że zagrożenie związane z chorobami arbo (arbowirusy są przenoszone przez stawonogi, przede wszystkim przez kleszcze) na pewno się zwiększa. Pamiętajmy jednak, że tylko ok. 5 proc. ukąszeń kleszczy kończy się zakażeniem boreliozą, nawet jeśli kleszcz jest zakażony. I że borelioza jest uleczalna. Wiemy, jak tę chorobę rozpoznawać i skutecznie leczyć!

PAP: Skąd więc tak duża nadwykrywalność boreliozy? Podobno tylko u 10 proc. pacjentów kierowanych do specjalistów podejrzenie boreliozy zostaje potwierdzone.

M.P.: Boreliozę diagnozuje się na podstawie obrazu klinicznego, najczęstszym objawem wczesnym jest tzw. rumień wędrujący, i serologii, czyli obecności przeciwciał we krwi. Jeśli obraz kliniczny jest typowy, a testy na przeciwciała dodatnie, to diagnostyka jest prosta. Ale jeśli na przykład rumień nie jest typowy w swoim obrazie, czyli powiększający się – jak oko bawoła, rozchodzące się fale na powierzchni wody, albo znajduje się w okolicy podkolanowej czy owłosionej i nie ma charakterystycznej obwódki, to może być problem z rozpoznaniem. Czasami ugryzienie przez kleszcza jest tylko pogryzieniem, odczynem miejscowym, który nie przekracza 3-5 cm i nie jest boreliozą. Poza tym mamy jeszcze inne postaci kliniczne, takie jak neuroborelioza, zapalenie mięśnia sercowego, zapalenia stawów, które często stanowią wyzwanie kliniczne.

PAP: Badanie serologiczne rozstrzygnie to ostatecznie?

M.P.: Serologia, czyli obecność przeciwciał we krwi, może się utrzymywać przez lata po przebytej i prawidłowo leczonej (a więc nieaktywnej) boreliozie. Nadrozpoznawalność wynika bardzo często właśnie z tego, że test w kierunku przeciwciał jest testem immunologicznym. Nie różnicuje między pamięcią immunologiczną, czyli boreliozą kiedyś przebytą, a boreliozą aktywną. Mamy sposoby, żeby rozpoznanie uprawdopodobnić, ale nie jest to test wykrywający same krętki, czyli bezpośrednio wykrywający bakterie.

Dodatni wynik testu często jest wiązany z niespecyficznymi dolegliwościami, które boreliozą po prostu nie są: bólami stawów, na przykład ze zwyrodnienia; bólami głowy, a są to klasterowe bóle; objawami neuropsychologicznymi, depresją, pogorszeniem koncentracji, uczuciem przewlekłego zmęczenia. I, niestety, są takie jednostki medyczne, które leczą te niespecyficzne objawy antybiotykami, przez wiele lat, nie rozumiejąc czy też nie chcąc zrozumieć, że antybiotyk nie leczy przeciwciał.

Przeciwciała to jest funkcja naszego układu immunologicznego i antybiotyk nie spowoduje, że przeciwciała znikną. To nasz układ immunologiczny musi wygasić tę odpowiedź w kierunku krętka, co czasami trwa miesiące, a czasami lata. Wieloletnia czy wielomiesięczna antybiotykoterapia nie została potwierdzona badaniami jako antybiotykoterapia skuteczna, potrzebna, nieszkodliwa! Przecież wiemy, że antybiotyki powodują selekcję lekooporności bakterii, powodują szkodę populacyjną – podawanie szeroko antybiotyków skutkuje tym, że mamy więcej bakterii antybiotykoodpornych i nie będziemy mieli ludzi czym leczyć w przyszłości. Długotrwałe, wielokrotne podawanie antybiotyków może prowadzić do trwałych uszkodzeń wątroby, trzustki, nerek.

PAP: Jak to się stało, że w kwestii leczenia boreliozy doszło do tak poważnego rozdźwięku w świecie nauki i część lekarzy oferuje wielomiesięczne antybiotykoterapie, a także alternatywne metody leczenia, np. ozonem czy tlenem w komorze hiperbarycznej?

M.P.: Źródłem problemu jest powstanie dwóch zestawów rekomendacji w USA. Rekomendacji IDSA, czyli Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Diseases Society of America) i rekomendacji ILADS (The International Lyme and Associated Diseases Society, Międzynarodowe Towarzystwo ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych), stworzonych przez lekarzy i pacjentów, którzy mieli boreliozę.

PAP: Tylko IDSA działa zgodnie z normami międzynarodowymi, uznawanymi przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych?

M.P.: Tak. Działa zgodnie z zasadami medycyny opartej na wiedzy naukowej, na faktach. Zgodnie z zasadami good clinical practice. Natomiast problemem rekomendacji ILADS jest to, że część założeń pochodzi z badań in vitro, czyli badań daleko, daleko przedklinicznych. I te badania na poziomie laboratoryjnym próbuje się przenieść na „klinikę”, co nie jest prawidłowe. Cała struktura medycyny opartej na faktach – dotyczy to nie tylko chorób zakaźnych, ale np. kardiologii, neurologii, immunologii, gastrologii – jest taka, że mamy badanie kliniczne nowego leku, które opiera się na danych z badań klinicznych prowadzonych wielofazowo na ludziach, z oceną bezpieczeństwa i skuteczności. Badania laboratoryjne takiej wiedzy nie zapewniają, więc nie można ich przekładać na postępowanie terapeutyczne.

PAP: Co powie pan pacjentowi, który kilka lat jest „leczony” na boreliozę?

M.P.: Coś takiego jak „przewlekła borelioza” nie istnieje. Boreliozę klasyfikujemy jako wczesną i późną. Pacjentom radzę konsultację z mądrym specjalistą od chorób zakaźnych, który jest na bieżąco z wytycznymi, szczególnie Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

PAP: Na wizytówkach lekarzy nie ma przymiotnika „mądry”, natomiast w gabinetach czy na stronach internetowych są certyfikaty, dyplomy, potwierdzenia szkoleń, itd. Widząc w gabinecie dyplom Międzynarodowego Towarzystwa ds. Boreliozy, pacjent raczej nabiera zaufania, a nie wątpliwości.

M.P.: Zgadzam się. Bardzo trudno w obecnym świecie – mediów elektronicznych, portali społecznościowych – rozróżnić wiedzę, która jest oparta na faktach od wiedzy, która jest fake newsem, w tym przypadku fake treatmentem, nieprawidłową terapią. Nie mam gotowej odpowiedzi, jak temu zaradzić. Jako konsultant krajowy staram się, żeby szkolenie specjalistów chorób zakaźnych było na odpowiednim poziomie. I żeby wszyscy wiedzieli, jak się leczy boreliozę, jak długo i kiedy należy przestać.

W leczeniu boreliozy musimy bazować na faktach, a nie fake newsach. Problem widzę nie tylko w lekarzach, ale w zaufaniu pacjentów. I zrozumieniu, że borelioza nie jest jedyną chorobą na świecie. Że bardzo często niespecyficzne dolegliwości mogą być „maską” depresji, stwardnienia rozsianego, choroby zwyrodnieniowej stawów, chorób autoimmunologicznych. Nie jest tak, że lekarze komuś odmawiają leczenia! Chcemy, żeby to leczenie nacelowane było na rzeczywistą chorobę. Po pierwsze – nie szkodzić! To jest naszym sztandarem w medycynie. Słuchajmy autorytetów medycznych. Edukujmy. Chciałbym, żeby przebiły się te wiadomości: po pierwsze, że borelioza, szczególnie wczesna, jest chorobą uleczalną nawet w 98 procentach. Po drugie – antybiotykoterapia powinna trwać między 14 a 28 dni. W tej chwili jest nawet tendencja do jej skracania. Jeśli ktoś oferuje wielomiesięczną terapię, warto zapytać, na jakich danych ten eksperyment opiera?

PAP: Pacjent zwykle dopytuje, ale czy jest wystarczająca reakcja środowiska lekarskiego na rekomendacje ILADS, które przewidują długie terapie miksem antybiotyków?

M.P.: Reakcja jest. Rekomendacje muszą być opracowywane na podstawie badań klinicznych. Mają swoją siłę. Jeżeli badanie kliniczne nie istnieje, staramy się, żeby taka rekomendacja była opatrzona stosownym komentarzem, że powstała na podstawie bardzo niskiej siły dowodów, albo żeby w ogóle nie znalazła się w zastosowaniu.

PAP: Rekomendacje ILADS mogą wydawać się „ratunkiem” dla tych, u których późno zdiagnozowano boreliozę, kilka lat po ukąszeniu przez kleszcza.

M.P.: I tu musimy być precyzyjni: przewlekłej boreliozy nie ma, ale jest borelioza późna, pod postacią neuroboreliozy, zapalenia stawów czy zanikowego zapalenia skóry. Może wystąpić nawet kilka lat po ukąszeniu kleszcza. Borelioza późna jest trudniejsza do rozpoznania i nieco trudniejsza do wyleczenia. Ale jest wyleczalna. Zamiast antybiotyków doustnych podaje się dożylne i też maksymalnie przez miesiąc. Nie sięgamy do metod i teorii ILADS, bo to nie ratunek, lecz terapia, za którą pacjent może zapłacić własnym zdrowiem.

PAP: W tych trudniejszych przypadkach terapię wg rekomendacji IDSA też, w razie potrzeby, się powtarza? Testy na obecność przeciwciał robi się wielokrotnie?

M.P.: Tak. Jeżeli mamy wątpliwości, to zawsze proponujemy leczenie. Z kontrolą efektu serologicznego. I z wyborem odpowiedniej antybiotykoterapii. Żeby jej powtórzenie, za jakiś czas, miało sens. Z odpowiednim antybiotykiem, najczęściej dożylnym, penetrującym głębiej do stawów i do centralnego układu nerwowego. Chciałbym podkreślić, że zgony na boreliozę praktyczne się nie zdarzają. Jest to kilka przypadków rocznie, tylko związane z zapaleniem mięśnia sercowego, których w Polsce praktycznie się nie obserwuje.

PAP: Borelioza jest uleczalna, ale jednak nie w stu procentach przypadków. Czy możemy z nią żyć kilkadziesiąt lat?

M.P.: Takie przypadki są bardzo, bardzo rzadkie. Borelioza ma bardzo szeroką wrażliwość na wiele antybiotyków i te antybiotyki ludzie otrzymują „po drodze”, z powodu innych wskazań, więc nawet jeśli nie byli wcześniej świadomie leczeni na boreliozę, i tak można stwierdzić u nich boreliozę przebytą. Nie ma też czegoś takiego jak borelioza seronegatywna, czyli z ujemnym wynikiem testów na przeciwciała. A takie przypadki również kilkukrotnie weryfikowaliśmy. Natomiast boreliozą można zakazić się wielokrotnie – przebyta choroba nie skutkuje odpornością na kolejne zakażenie.

PAP: Ilu pacjentów z podejrzeniem boreliozy trafia do SPWSZ w Szczecinie?

M.P.: W ramach poradni chorób zakaźnych konsultujemy dziennie nawet 40-50 osób z podejrzeniem lub rozpoznaniem boreliozy, czyli ok. 200 tygodniowo. Część z tych osób przyjeżdża tylko na kontrolę, bo są np. pracownikami leśnymi, wielokrotnie eksponowanymi na kleszcze i powinni być sprawdzani raz na pół roku czy rok. Borelioz wczesnych jest kilka tygodniowo. Tacy pacjenci trafiają przede wszystkim do lekarzy POZ.

PAP: Zatem jeśli widzimy kleszcza, to nie jedziemy na SOR?

M.P.: Nie jest to konieczne. Można spróbować samemu go wyjąć. Kleszczołapki są dostępne w aptekach. Dezynfekujemy miejsce po ukąszeniu, ale nie smarujemy np. maścią ze sterydem, żeby nie zaciemnić obrazu. Musimy obserwować miejsce ukąszenia. Rumień charakterystyczny dla boreliozy zaczyna się powiększać między trzecim a piątym dniem, do miesiąca. Jeśli nic się nie pojawia, to sprawę zamykamy. Jeżeli pojawi się zaczerwienienie, które przekracza średnicę monety pięciozłotowej, wtedy udajemy się do POZ. Pierwszy antybiotyk można otrzymać od lekarza rodzinnego. Jeśli zgłosimy się po kilku dniach od ukąszenia, nie robi się żadnych testów na boreliozę, ponieważ będą wypadały ujemnie. Odpowiedź układu immunologicznego trwa dwa-cztery tygodnie.

PAP: Większość ukąszeń nie kończy się zakażeniem?

M.P.: Ryzyko transmisji choroby zależy od czasu żerowania kleszcza wbitego w skórę, długości opicia, a także od tego, czym kleszcz był zakażony. Co do zasady – ryzyko wynosi 5 procent. Rekomendujemy, że jeżeli ktoś ma mnogie pokąszenia przez kleszcza, to wtedy powinien zgłosić do lekarza rodzinnego.

* * *

Prof. dr hab. n. med. Miłosz Parczewski jest konsultantem krajowym w dziedzinie chorób zakaźnych, lekarzem naczelnym ds. chorób zakaźnych Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Szczecinie; kieruje kliniką chorób zakaźnych, tropikalnych i nabytych niedoborów immunologicznych Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie; jest prezesem Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS i wiceprezesem Europejskiego Towarzystwa Klinicznego AIDS.

Rozmawiał: Tomasz Maciejewski (PAP)

tma/ bar/ mhr/

 

Czytaj dalej
Kliknij, aby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

WIADOMOŚCI

Niebezpieczna jazda pod prąd na S3. 73-latek stracił prawo jazdy

Opublikowano

w dniu

W środę około godziny 10:30 dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu odebrał zgłoszenie, które mogło zakończyć się tragedią. Kierowcy alarmowali o samochodzie poruszającym się pod prąd na drodze ekspresowej S3.

Na miejsce natychmiast skierowano patrole. Funkcjonariusze szybko ustalili tożsamość kierowcy oraz okoliczności zdarzenia. Jak wynika z policyjnych ustaleń, za kierownicą siedział 73-letni mężczyzna. Tłumaczył on swoje zachowanie błędem nawigacji, który miał wprowadzić go na niewłaściwy pas ruchu.

Sprawa ma jednak poważne konsekwencje. Policjanci zatrzymali kierowcy prawo jazdy, sporządzili wniosek o ukaranie do sądu oraz wystąpili o przeprowadzenie badań lekarskich sprawdzających zdolność do prowadzenia pojazdów.

Jazda pod prąd na drodze ekspresowej to jedno z najbardziej niebezpiecznych wykroczeń drogowych. Przy dużych prędkościach nawet chwila nieuwagi może doprowadzić do czołowego zderzenia i poważnych skutków dla wielu uczestników ruchu.

Czytaj dalej

WIADOMOŚCI

Ślisko i niebezpiecznie na ulicach i chodnikach. Zostań w domu!

Opublikowano

w dniu

Foto: Wojciech Basałygo

Od kilku godzin w Świnoujście utrzymują się opady deszczu przy temperaturze poniżej zera. Efekt to rozległa gołoledź, która zamieniła chodniki i boczne ulice w niebezpieczne, śliskie tafle. Mieszkańcy alarmują o trudnych warunkach do poruszania się, a służby apelują o ostrożność i ograniczenie wychodzenia z domów.

Jak podkreślają drogowcy, przy marznącym deszczu skuteczność działań bywa ograniczona. Opad może zmywać środki uszorstniające, dlatego konieczne jest wielokrotne powtarzanie akcji.

Najtrudniejsza sytuacja panuje na osiedlowych ulicach i chodnikach, gdzie warstwa lodu jest miejscami niemal niewidoczna. To tzw. marznący deszcz – zjawisko szczególnie niebezpieczne, bo cienka powłoka lodu tworzy się błyskawicznie i jest słabo widoczna dla pieszych oraz kierowców. 

Na głównych ulicach miasta sytuacja jest lepsza. Tam zalega błoto pośniegowe i woda.

Miejskie służby drogowe pracują w trybie zimowego utrzymania. Na ulice wyjechał sprzęt do posypywania nawierzchni mieszanką soli i piasku. Działania prowadzone są etapami – w pierwszej kolejności zabezpieczane są główne drogi i trasy komunikacji miejskiej.

Służby apelują do mieszkańców o rozwagę. Osoby starsze i mające problemy z poruszaniem się powinny – jeśli to możliwe – pozostać w domach. 

Synoptycy zapowiadają, że ujemne temperatury mogą utrzymać się jeszcze przez kilka godzin. To oznacza, że gołoledź szybko nie ustąpi. W takich warunkach najważniejsze pozostają ostrożność i zdrowy rozsądek.

Czytaj dalej

WIADOMOŚCI

Sypniemy ziarnem, czyli z pomocą ptakom

Opublikowano

w dniu

Foto: Biuro Informacji i Konsultacji Społecznych

W Świnoujściu trwa akcja zimowego wsparcia dzikiego ptactwa. Miasto kupiło tonę odpowiednio dobranego ziarna, które zostanie przeznaczone na dokarmianie ptaków wodnych i parkowych. 

1000 kilogramów specjalistycznej karmy zostanie rozmieszczone w miejscach, gdzie najczęściej przebywają ptaki – wzdłuż wybrzeża Władysława IV i w Parku Zdrojowym.

Koordynatorem akcji dokarmiania ptactwa jest Wydział Ochrony Środowiska i Leśnictwa Urzędu Miasta w Świnoujściu.

– Dokarmianie ptaków resztkami z domowej kuchni, szczególnie pieczywem, może im poważnie zaszkodzić – tłumaczą urzędnicy. – Dlatego przy wejściach na plażę w dzielnicy nadmorskiej zostały ustawione tablice informacyjne, wyjaśniające, jaki pokarm jest dla ptaków bezpieczny.

Jak z kolei podkreślają ornitolodzy, w zimowym dokarmianiu ptaków liczy się nie tylko jakość pokarmu, ale i regularność.

– Jeśli już zaczniemy pomagać, powinniśmy robić to systematycznie aż do końca zimy. Ptaki szybko przyzwyczajają się do miejsc, gdzie znajdują pożywienie – wyjaśniają fachowcy. Zaznaczają jednocześnie, że ptaki to dzikie zwierzęta, które w naturalnych warunkach powinny same zdobywać pokarm, więc zbyt intensywne ich dokarmianie może prowadzić do utraty naturalnych instynktów i utraty lęku przed człowiekiem, co może być dla nich zgubne.

Najbardziej uzasadniona jest pomaganie ptakom w czasie silnych mrozów, takich, jakie od kilku tygodni panują w całym kraju, gdy dostęp do naturalnego pokarmu jest mocno ograniczony.

Z uwagi na odnotowane przypadki padnięć ptaków oraz ryzyko wystąpienia ptasiej grypy, urząd musiał wcześniej uzyskać odpowiednie wytyczne i zgody właściwych instytucji, w tym Inspekcji Weterynaryjnej. Po ich otrzymaniu dokarmianie ptactwa rozpoczęto w czwartek, 5 lutego.

Źródło: Biuro Informacji i Konsultacji Społecznych

Czytaj dalej

WIADOMOŚCI

Wodny tor przeszkód na ferie w Uznam Arenie. Będzie aktywnie i rodzinnie

Opublikowano

w dniu

Ferie zimowe w Świnoujściu zapowiadają się wyjątkowo aktywnie. Ośrodek Sportu i Rekreacji „Wyspiarz” przygotował dla mieszkańców i gości specjalną atrakcję – wodny tor przeszkód na pływalni Uznam Arena. To propozycja dla tych, którzy nawet zimą nie chcą rezygnować z ruchu i dobrej zabawy.

Tor będzie dostępny przez cały tydzień ferii – od 6 do 12 lutego 2026 roku. W tym czasie niecka basenu zamieni się w wodny plac zabaw z przeszkodami wymagającymi zręczności, równowagi i odrobiny odwagi. Organizatorzy podkreślają, że to forma rekreacji łącząca sport z zabawą, skierowana zarówno do dzieci, jak i młodzieży.

Z atrakcji będzie można korzystać w godzinach funkcjonowania pływalni. Warunkiem wejścia jest zakup specjalnego „Biletu Feryjnego”. Jak informuje OSiR, obowiązuje standardowy regulamin obiektu oraz dodatkowe zasady bezpieczeństwa związane z torem przeszkód.

— Zależy nam, aby ferie były czasem aktywnego wypoczynku, a basen to świetne miejsce na ruch także zimą — podkreślają przedstawiciele OSiR „Wyspiarz”.

Szczegółowy regulamin oraz informacje organizacyjne dostępne są na stronie internetowej OSiR. Organizatorzy zachęcają do wcześniejszego zapoznania się z zasadami i zapraszają całe rodziny do wspólnej zabawy w wodzie.

Czytaj dalej

WIADOMOŚCI

Ostrzeżenia i działania przed gołoledzią

Opublikowano

w dniu

Foto: GDDKiA w Szczecinie

Zgodnie z najnowszymi prognozami IMGW od nocy ze środy na czwartek aż do piątku wieczorem możliwe są w naszym województwie kolejne opady marznącego deszczu. Samorządy, służby, inspekcje i instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo w regionie szykują się na czas wzmożonych działań. 

Zima nie odpuszcza. W województwie zachodniopomorskim wciąż utrzymują się mrozy. W najbliższych dniach na terenie całego Pomorza Zachodniego prognozowane są także marznące opady deszczu, które mogą powodować groźne oblodzenia na drogach i chodnikach. Z tego powodu już we wtorek wicewojewodowie zachodniopomorscy Bartosz Brożyński i Dawid Krystek zwołali Wojewódzki Zespół Zarządzania Kryzysowego z udziałem służb, inspekcji i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Następnie odbyło się w tej samej sprawie wideospotkanie ze starostami z regionu.

– Przyjąłem raporty dotyczące planowanych w najbliższych dniach działań – mówi wicewojewoda Brożyński. – Omówiliśmy też najważniejsze kwestie dotyczące m.in. właściwego przygotowania dróg i chodników, zapewnienia miejsca w szpitalach dla pacjentów z urazami oraz przygotowania miejsc w ogrzewalniach i noclegowniach dla osób bezdomnych.

W środę rano odbyła się także wideokonferencja poświęcona sytuacji meteorologicznej w kraju, zorganizowana przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji z udziałem wojewodów.

W najbliższych dniach ze względu na niskie temperatury wciąż otwarte będą dworce kolejowe i autobusowe. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Szczecinie stale prowadzi akcję zimową. Jeszcze przed wystąpieniem marznących opadów zostanie wykonany posyp profilaktyczny dróg, aby przygotować nawierzchnie i ułatwić zwalczanie śliskości. Następnie sprzęt będzie pracował w miarę potrzeb, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja – w trybie ciągłym. Zgromadzono w tym celu 12 tysięcy ton soli drogowej i 650 ton chlorków magnezu i wapnia. Aktualnie wszystkie drogi w regionie są czarne i przejezdne.

W noclegowniach i ogrzewalniach w regionie wciąż jest ok. 200 wolnych miejsc dla osób w kryzysie bezdomności. W związku ze wzrostem liczby pacjentów przyjmowanych w trybie nagłym z powodu urazów kończyn w Klinice Ortopedii, Traumatologii i Onkologii Narządu Ruchu w szpitalu przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie do odwołania wstrzymano przyjęcia planowe. Pacjenci na SORach w województwie przyjmowani są normalnie i uzyskują niezbędną pomoc. Wszystkie pociągi PKP jeżdżą w komplecie zgodnie z rozkładami jazdy. Nigdzie nie ma przerw w dostawie energii. Ze względu na złe warunki atmosferyczne do odwołania zawieszona jest akcja lodołamania na Odrze.

– Wszystkie służby są w gotowości, zaczną działać jeszcze zanim rozpoczną się opady marznącego deszczu, tak aby zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo – mówi Brożyński. – Proszę jednak samych mieszkańców, aby oni także zachowali czujność, śledzili na bieżąco komunikaty zarówno służb, jak i RCB, IMGW czy w aplikacji RSO. Zadbajmy o siebie, pomagajmy potrzebującym, zapewnijmy schronienie zwierzętom, a jeśli warunki będą naprawdę trudne, pozostańmy w domu do czasu aż sytuacja będzie stabilna.

Źródło: Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki w Szczecinie

Czytaj dalej

WIADOMOŚCI

Zima nie daje za wygraną

Opublikowano

w dniu

Od czwartku  mieszkańcy Świnoujścia mogą spodziewać się pogorszenia warunków pogodowych. 

Z prognozy niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych IMGW-PIB wynika, że od czwartku 5 lutego do soboty 7 lutego w całym województwie zachodniopomorskim prognozowane są opady marznącego deszczu lub mżawki drugiego stopnia zagrożenia. Tego typu opady prowadzą do powstawania gołoledzi, znacząco zwiększającej ryzyko poślizgów i wypadków.

Ze szczegółowych prognoz na najbliższe 48 godzin wynika, że najpierw będzie padał śnieg by potem przejść w marznący deszcz. W czwartek temperatura w ciągu dnia może zbliżyć się do zera w piątek osiągnąć plus trzy stopnie. Po weekendzie do Świnoujścia powróci mróz. Nie będzie więc łatwo.

Sytuacja  wymaga więc zachowania szczególnej ostrożności zarówno przez kierowców, jak i pieszych. Zaleca się ograniczenie prędkości, zachowanie większych odstępów między pojazdami oraz uważne poruszanie się po chodnikach i przejściach dla pieszych. Służby komunalne będą na bieżąco monitorować  sytuację. Firmy odpowiedzialne za utrzymanie zimowe są w stałym kontakcie z Miastem i jak deklarują są  przygotowane do podjęcia działań ograniczających skutki opadów oraz krótkiej odwilży.

Mieszkańcy powinni śledzić aktualne komunikaty i ostrzeżenia oraz dostosowywać swoje plany do panujących warunków atmosferycznych.

Czytaj dalej
Reklama
Reklama
Reklama „sofa"

OGŁOSZENIA DROBNE

Najczęściej czytane

© Copyright 2023, Wszelkie prawa zastrzeżone | swinoujskie.info | Red Top Media | ul. Cyfrowa 6, 71-441 Szczecin | Napisz do nas: redakcja@swinoujskie.info lub zadzwoń 510 555 524