Strona główna / Historia / Opowieść historczna: Świnoujskie Wigilie

Opowieść historczna: Świnoujskie Wigilie

Jaszke stał na warcie, a najbardziej ze świąt anno Domini 1941 cieszyły go słodycze i nadprogramowa kąpiel, którą dowództwo zafundowało całej baterii.  Świnoujscy fizylierzy- w 1915 – raczyli się rybami obficie łapanymi “na granty” w przyfrontowym jeziorze, gdzieś na krańcach świata- dzisiejszej Białorusi. Polscy osadnicy w  1945 roku w modlitwach dziękowali za to, że przeżyli wojnę i że “Piast” zdążył dopłynąć do Świnoujścia z transportem cukru i mąki przed świętami. Świnoujskie wigilie w XX wieku- poprzednie pokolenia świnoujścian nie zawsze mogły cieszyć się spokojnymi świętami.

Święta w okopach

Wigilia roku pańskiego 1915 wypadła w niedzielę. Żołnierzy świnoujskiego III Batalionu Fizylierów Królowej Szwedzkiej Viktorii święta zastały pod miejscowością Widze – na wschodnim froncie (niedaleko obecnej granicy litewsko- białoruskiej).

Wśród żołnierzy 9 kompani jest wielu Polaków. Służy w nim między innymi porucznik Janas ( drugi od prawej) i porucznik Soyka (czwarty od lewej) – obydwaj uwiecznieni na kilku zdjęciach. Janas pochodzi z rodziny szlacheckiej – spod Poznania. Soyka, który nie przeżyje wojny, z rodziny polsko- węgierskiej, z Galicji.

Przypomnijmy, 3. batalion pułku stacjonował w kompleksie budynków, które obecnie zajmowane są przez Urząd Miasta Świnoujście. Jego żołnierze, razem z artylerzystami z 2. Pułku Artylerii Pieszej „obsadzali” świnoujskie fortyfikacje. Wśród żołnierzy, którzy w 1914 roku ruszyli ze świnoujskich koszar na front, dużą cześć stanowili mieszkańcy naszego miasta. I Polacy. Pułk walczył na froncie wschodnim i zachodnim. W ciężkich bojach, które dla żołnierzy polskiej narodowości wiele razy były bojami bratobójczymi, poległo blisko 3000 fizylierów.

Front w 1915 roku , po krwawej letniej ofensywie armii niemieckiej stabilizuje się na linii Ryga-Pińsk- Tarnopol i wojna na tym odcinku zamienia się w wojnę pozycyjną. Obydwie strony konfliktu budują tysiące kilometrów okopów.  Świnoujski batalion zajmuje kwatery na północnych obrzeżach wsi Widze, nieopodal jeziora. Tuż przy drodze biegnącej przy jego brzegu żołnierze 9 i 10 kompanii spędzają święta w głęboko wykopanych ziemiankach, które będą dla nich domem przez ponad rok. Kompania karabinów maszynowych spędza święta w „Feste Viktoria” – ufortyfikowanym przyczółku, pomiędzy drogą, a jeziorem, (który utrzyma się przez ponad rok, mimo wielu ataków Rosjan). Pozostałe kompanie mają więcej szczęścia – odpoczywają w kwaterach oddalonych od pierwszej linii o około 2 kilometry- w wiejskich chatach.

Zawsze miło oczekiwani goście- hrabina von Dobczyńska i pielęgniarki ze świąteczną wizytą, przed punktem opatrunkowym.

W drugim roku wojny aprowizacja działała nie najlepiej. Każdy z żołnierzy poza dziennym przydziałem 750 g chleba, 500 g sucharów, 200 g puszką z mięsem, półtora kilograma ziemniaków, warzywami, dwoma papierosami (lub cygarami) otrzymał z okazji świąt brandy (dla oficerów i podoficerów) i piwo (dla żołnierzy). Aprowizacyjne niedobory uzupełniały, szczególnie w świętą, paczki świąteczne i zaradność żołnierzy. Za cichym przyzwoleniem oficerów, fizylierzy wzbogacili świąteczną kolację roku 1915 rybami, które złowiono na „granaty” w pobliskim jeziorze.

W wigilijny wieczór ziemianki odwiedza dowódca batalionu z kapelanem. Żołnierze dzielą się opłatkiem. „Wzruszenie. Wypiliśmy za tych, którzy nie dotrwali. I za kolejne święta w domu” – dodaje w kolejnym zdaniu Schutze. Nad jeziorem rozbrzmiała cicho melodia „Cicha noc, święta noc.. Stille Nacht! Heilige Nacht!

Święta roku pańskiego 1915 były wyjątkowe dla świnoujskich fizylierów – mimo codziennej wymiany ognia z Rosjanami w ostatnim tygodniu grudnia nie poległ żadnej z żołnierz.

Z choinką w bunkrze

Wnętrze bunkra – mała choinka , alkohole i słodycze z paczek – święta tuż-tuż! Pierwszy po lewej- Johann Jaszczyk, pierwszy z prawej jego przyjaciel Alfons.

Kaszub spod  Bytowa Johann Jaszczyk, rocznik 1922 do Świnoujścia trafił na początku 1941 roku. Po intensywnym szkoleniu w świnoujskich koszarach trafił do artylerii nadbrzeżnej. W jeden drużynie znalazł się z innym Polakiem- Alfonsem.  W całym plutonie  było siedmiu żołnierzy mówiących po polsku. Święta roku pańskiego 1941  Johann   spędził w podziemiach jednego z potężnych bunkrów Baterii Goeben.  Z tej okazji, mimo ciasnoty w  podziemiach,  na stole w żołnierskiej izbie postawiono małą choinkę, którą przystrojono własnoręcznie wykonanymi ozdobami świątecznymi. Pod sufitem zawieszono lampki świąteczne, a  na kaloryferach suszyła się aromatyczna wanilia i sosnowe szyszki.    Wigilijna kolacja była wyjątkowo obfita- składała się głównie z zawartości świątecznych paczek przysłanych przez rodziny i różnego rodzaju  organizacje.  Jaszczyk wigilię  1941 roku spędził  na warcie. Koledzy nie zapomnieli o nim – wbrew regulaminowi, za cichą aprobatą podoficerów, po kolacji wyszli do wartowników, by podzielić się z nimi chlebem.  Z życzeniami. Gorącą zupę przyniósł starszy  podoficer, który traktował młodych żołnierzy jak swoich synów.  “Gdy po cichu śpiewaliśmy kolędę, stojąc pod drzewem Alfons się popłakał- pisał w liście do swojej matki młody żołnierz.

Tęsknota za rodziną, szczególnie w czasie świąt skutkowała olbrzymią ilością listów wysyłanych pod koniec roku. Żołnierze niemal każdą wolną chwilę poświęcali pisaniu listów do rodzin i dziewczyn.

W drugi dzień świąt rekruci wojskową ciężarówką pojechali do miasta. Po pokazie filmowym w sali kinowej  Twierdzy Portowej, świątecznym obiedzie z udziałem dziewcząt ze służby pomocniczej,   chłopcy dostali kilkugodzinna przepustkę, którą wykorzystali na spacer po mieście. Jaszczyk w liście do matki nie ukrywa zachwytu nad pięknie przystrojonym  Świnoujściem. Ubranymi w świąteczne dekoracje witrynami sklepowymi. “Trudno uwierzyć, że wojna. Ludzi dużo, w kościele byłem z Alfonsem, zdrowaś za mamę i siostry zmówiłem i o powrót do domu modliłem.”. Żołnierze odwiedzili też kawiarnie. Do podziemnych koszar wrócili z kieszeniami płaszczów wypchanymi do granic możliwości słodyczami.

Twierdza portowa- to w niej znajdowała się centralna łaźnia, sala kinowa i stołówka w której organizowano uroczyste obiady z okazji świąt w czasie I i II wojny światowej.

Johann  kolejnych świąt nie doczekał. W kwietniu 1942 roku przeniesiono go do jednej z baterii na wybrzeżach Atlantyku, gdzie zginął. Jego kolega  Alfons- syn aptekarza z Człuchowa, miał więcej szczęścia. Przeżył wojnę. Po wojnie zamieszkał w zachodnich Niemczech. Umarł w 2006 roku- w rodzinnym  Człuchowie, do którego powrócił na kilka miesięcy przed swoją śmiercią.

Pierwsza polska wigilia na wyspach

Zima 1945 roku była wyjątkowo sroga. Polskich osadników dosłownie garstka. Miasto ze względu na niskie temperatury- dosłownie odcięte od Polski. Pierwszy sklepik spożywczy przy Placu Słowińskim już na kilka dni przed świętami dosłownie świecił pustakami- zaopatrzenie, które przypłynęło na “Piaście” ze Szczecina takie jak sól, cukier czy mąka, rozeszło się dosłownie w kilka godzin.

Budynek Urzędu Pełnomocnika Rządu RP dziś- to w nim w 1945 roku odbyła się pierwsza, polska urzędowa Wigilia.

Problemu z żywnością ratowali miejscowi rolnicy i rybacy –  z Przytoru, Ognicy i Karsiborza. Rarytasem były ryby- na szczęście woda, która oblewa wyspy niemal ze wszystkich stron, obfitowała w nie.

W mieście stanęło kilka choinek, a w Urzędzie Pełnomocnika Rządu przy Placu Słowiańskim odbyła się pierwsza, polska wigilia. Opisała je szczegółowo pani Zofia Kuglin- w sprowadzaniu, które odnalazł w miejskim archiwum Józef Pluciński. ” Pomieszczenie zdobiła naturalnie ustrojona choinka, goście zasiedli przy stołach z siankiem pod obrusami i niezbyt jednolitą zastawą. Uroczystość przygotowywał ówczesny kierownik Urzędu Informacji i Propagandy, przybyły z Krakowa artysta plastyk Stanisław Kuglin, prywatnie mąż wspomnianej pani Zofii.

Zofia Kuglin – honorowa mieszkanka Świnoujścia, dzięki której relacjom wiemy jak wyglądała pierwsza polska wigilia w Świnoujściu- w 1945 roku.

Zadbał on nie tylko o wystrój pomieszczenia i zaopatrzenie stołu, ale też o właściwy program wieczoru. Przy wigilijnym stole zebrało się około 40 osób, pracowników Starostwa i jak to nazwano „urzędów zespolonych i niezespolonych”, w tym także Milicji, Urzędu Bezpieczeństwa. Reprezentowane też były partie polityczne PPR, PPS i PSL. Obecny też był dowódca posterunku Wojsk Ochrony Pogranicza kpt. Szmitkowski, Urzędu Celnego, Urzędu Morskiego. Wieczór zainaugurował przemówieniem gospodarz, Pełnomocnik Rządu RP Władysław Matula. Rozpoczął politycznie o znaczeniu dla Polski „powrotu prastarych piastowskich ziem do Macierzy”, powiedział o historyczności tego wieczoru, a następnie złożył życzenia świąteczne zebranym. Podzielono się też opłatkiem, który pochodził od niemieckich zakonnic z katolickiego zgromadzenia Sióstr Boromeuszek z Międzyzdrojów.

Świnoujska wigilia 1945 ,mogła się odbyć między innymi dzięki dostawom, które do Świnoujścia, ze Szczecina dowoził mały parowiec PIAST . Stateczek przekazany został polskim władzom Świnoujścia przez radziecką komendanturę. Wtajemniczeni w pertraktacje twierdzili, że władze miasta zrewanżowały się komendanturze podarunkiem w postaci kilku skrzynek… wódki.

Jak na wigilię przystało, zaintonowano pieśń „Wśród nocnej ciszy”. Wyszło to całkiem składnie, jako że do kolędowania przygrywała 4-osobowa niemiecka kapela, która niegdyś zatrudniana była przez dawny Zarząd Uzdrowisk. W nowej sytuacji, zdrojowi muzykanci przygrywali tak polskim, jak i rosyjskim chlebodawcom. Polskiego, kolędowego repertuaru, nauczył ich wspomniany Stanisław Kuglin “.

Warto dodać, że w tym dniu w kościele odbyła się też pasterka, celebrowana przez księdza Paula Adamusa. Po kazaniu i odczytaniu słów ewangelii Polacy i garstka niemieckich katolików wspólnie zaśpiewała  kolędę “Cicha Noc”. Polacy po polsku,   Niemcy po niemiecku.

……

Gdy kończę pisać ten wspomnienia  patrzę na choinkę, która stoi już pod oknem i czeka na świąteczne ozdoby. Kolejny raz wpatruje się w twarze bohaterów wspomnień, które przenikliwym wzrokiem zerkają na nas z przeszłości,  z  pożółkłych fotografii. Przyszła refleksja.  Żyjemy w dobrych czasach. I mimo że wokół nas dzieje się wiele złych rzeczy, żyjemy w dobrobycie i pokoju. Czymże są nasze bolączki, problemy w obliczu tych, które mieli przodkowie z fotografii?

Oby święta anno Domini 2016 i kolejne – te z naszymi dziećmi, wnukami –  dano nam było przeżyć w pokoju. Czego Wam, Kochani Wyspiarze, z całego serca życzę.

Szczodrych, zdrowych Świąt! Pięknego 2017.

Piotr Piwowarczyk

Dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża, gospodarz Fortu Gerharda i Podziemnego Miasta na wyspie Wolin, prezes Świnoujskiej Organizacji Turystycznej. Społecznik zaangażowany w rozwój turystyczny miasta. Pasjonat i miłośnik historii – zwłaszcza militarnej. Od dziecka uwielbiał zaglądać do starych strychów, piwnic i kościelnych wież, szukając śladów przemijającego czasu.

 

Zobacz również

Śladami Świnoujskiej Atlantydy. Przywracają pamięć o Chorzelinie

„Drewniane werandy skrzypiały na wietrze  rozbujane wiatrem, który niósł po całej okolicy słodki zapach rzeki, …

Jeden komentarz

  1. Wzruszajace i pieknie splentowane. Dziekujemy p. Piotrze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.